Versace w Londynie — czyli jak przeszłam przez wystawę i wyszłam z niej jako bogini glamour (przynajmniej mentalnie)
- twojbutikmc
- 22 godziny temu
- 2 minut(y) czytania
Wiecie, są takie momenty w życiu, kiedy człowiek staje przed lustrem, patrzy na siebie w ulubionym swetrze i nagle myśli: „A może jednak jestem stworzona do złotych aplikacji, jedwabnych szat i przepychu godnego starożytnych władców?”Jeśli jeszcze tego nie czujecie — to poczujecie. Wystarczy pojechać do Londynu.
Otóż w Arches London Bridge, gdzie ceglane ściany pachną historią, a neonowe światła miasta odbijają się w kałużach, rozgościł się Gianni Versace we własnej barokowo-glamourowej chwale. I nie, to nie jest wystawa „dla fanów mody”. To jest pielgrzymka do krainy przepychu. Ołtarz dla wszystkich, którzy kochają kolor, detale i odrobinę przesady. Świątynia stylu dla tych, którzy nie boją się błyszczeć — albo dla tych, którzy chcieliby, ale jeszcze potrzebują duchowego przewodnika.
Gianni nada się idealnie.
Złoto, printy, Naomi Campbell i te momenty, kiedy zapominasz o oddychaniu

Wchodzisz i od razu czujesz się jak w sekcji VIP lat 90. Z każdej strony atakują Cię barwy intensywniejsze niż Twoje emocje po trzeciej kawie. Złoto błyszczy, satyna spływa po manekinach jak jedwabny wodospad, a gdzieś z archiwalnego ekranu uśmiecha się Naomi Campbell — tak po prostu, w ramach powitania.
Wystawa prezentuje ponad 450 oryginalnych projektów, które przypominają, że Versace nigdy nie robił nic „na pół gwizdka”. Suknie wieczorowe, które wyglądają jakby właśnie zeszły z czerwonego dywanu. Garnitury, które mogłyby prowadzić własne profile na Instagramie. Biżuteria, która prawdopodobnie waży więcej niż Twój laptop, ale wygląda tak bosko, że miałabyś to gdzieś.
I nagle łapiesz się na tym, że stoisz przy jednej z gablot i myślisz: „Moje życie NAPRAWDĘ potrzebuje więcej złota”.
Dlaczego podbiło mnie to miejsce? (I dlaczego podbije Ciebie)

Bo ta wystawa to nie tylko ubrania. To opowieść o człowieku, który traktował modę jak sztukę. Który widział piękno tam, gdzie inni widzieli kicz. Który potrafił połączyć antyk, rock’n’roll, kulturę pop i wysokie krawiectwo w jednym żakiecie — i wszystko miało sens.
To historia odwagi. Bezczelności. Wrażliwości.I bardzo dobrych printów.
A przy okazji… to świetna okazja, żeby przypomnieć sobie, że moda nie musi być „grzeczna”.
Mody nie trzeba szeptać.
Można ją krzyczeć.
Kto powinien tam iść?

Osoby kochające modę.
Osoby niekochające mody, ale kochające ładne rzeczy.
Osoby, które chciałyby kiedyś tak wyglądać, ale brakuje im odwagi, budżetu albo jednego i drugiego.
Osoby, które chcą jednego dnia poczuć się jak gwiazda lat 90., ale bez paparazzi.
Osoby z poczuciem humoru i dystansem do siebie.
Czyli właściwie — wszyscy.
A praktycznie?
Wystawę znajdziesz w Arches London Bridge, a zaplanowano ją aż do 1 marca 2026. Zanim ktoś zapyta: TAK, jest duża. TAK, robi wrażenie. I TAK — można wynieść z niej wystarczająco inspiracji, żeby zmienić swoją garderobę na bardziej odważną, albo przynajmniej… bardziej błyszczącą.
I co najważniejsze…
Wychodzisz stamtąd z myślą, że życie jest za krótkie na nudne ubrania.I że czasem warto założyć coś totalnie „too much”.Versace by przyklasnął.









Komentarze