Dzień z życia właścicielki butiku – co naprawdę dzieje się za kulisami?
- twojbutikmc
- 17 lis
- 3 minut(y) czytania

Jeśli myślisz, że prowadzenie butiku to głównie popijanie latte między jednym a drugim „przymierzę tylko na chwilkę”, to… jesteś blisko. Latte faktycznie bywa.
Cała reszta to jednak miks organizacyjnego sprintu, kreatywności, odrobiny chaosu i ogromnej satysfakcji.
Chcesz zajrzeć za kulisy? Zapraszam na jeden dzień ze mną.
6:00 – Mój dzień zaczyna się zanim zacznie się dzień w butiku
Zazwyczaj pierwsze pół godziny przeznaczam na przegląd zamówień, wiadomości od klientek
i planów na nadchodzące godziny. Tak, zanim jeszcze wstanę z łóżka.
Prowadzenie butiku i zapewne każdego osobistego biznesu to trochę jak prowadzenie restauracji – nie możesz przyjść na wejście i dopiero wtedy wymyślać menu dnia.
Potem sprawy przyziemne: dom, psy, budzenie dzieci, szkoła i mleko bo zabrakło w lodówce.
8:30 – Kawa i selekcja
Po odhaczeniu roli szofera i dostawcy mleka - mój ulubiony poranny rytuał: kawa i sprawdzanie co nowego w internetach modowych. Szybki przelot przez kilka czasopism - bo mój rocznik dla równowagi psychicznej potrzebuje kontaktu z papierem.
Zamiast sałatki na śniadanie szukam rzeczy, które coś mają – charakter, detal, fason, który robi różnicę. W tym procesie jestem wybredna jak juror w finale Master Chefa.
10:00 – Otwieramy drzwi
Kiedy butik rusza pełną parą, zaczyna się to, co kocham najbardziej: spotkania z klientkami. Rozmowy o stylu, wspólne dobieranie zestawów, czasem nawet analiza „co ja mam w tej szafie
i dlaczego nic do siebie nie pasuje”. To wspaniałe obserwować, jak kobiety rozkwitają, kiedy znajdą coś naprawdę „swojego”.
12:30 – Kurierzy, nowości i magia unpackingu
Dla mnie to trochę jak święta kilka razy w miesiącu. Każda paczka to nowy potencjał, nowe tkaniny, nowe historie. Rozpakowywanie to połowa frajdy, druga połowa zaczyna się wtedy, kiedy już wiem, które rzeczy będą robiły furorę.
Oczywiście zawsze znajdzie się jedna rzecz, którą przytulę wzrokiem i pomyślę: „Nie powinnam jej zostawiać dla siebie… ale może jednak?”
14:00 – Tryb twórczy ON

Popołudnia często przeznaczam na pracę nad autorskimi projektami – ręcznie malowanymi kurtkami albo grafikami na T-shirty.
To mój sposób na zachowanie równowagi między modą a sztuką. Pędzel i farba działają jak reset – wszystko zwalnia. I nagle znika cały świat poza linią, którą właśnie stawiam.
Dobrze, że w butikach mam moje dziewczyny, które w chwilach mojej artystycznej dezercji przejmują stery nad statkiem.
15:30 – Social media, zdjęcia, opisy, komunikacja
Blog, Instagram, stories, wiadomości – to zdecydowanie więcej pracy, niż wygląda z boku.
Nie jest to mój ulubiony punkt dnia. Zawsze byłam fanką osobistego kontaktu z człowiekiem
i wirtualne rejony nadal trzymają mnie na dystans.
Wiem jednak, że współczesne czasy wymagają zagospodarowania internetowej przestrzeni. Dzięki niej butik żyje nie tylko jako miejsce, ale jako społeczność.
17:00 – Wymiana energii
Klientki na końcówce dnia bywają najbardziej spontaniczne i szczere. Czasem potrzebują sukienki „na wczoraj”, czasem pełnej metamorfozy, czasem tylko inspiracji.
Te rozmowy to paliwo dla całej mojej pracy.
18.00 bliżej 19:00 – Zamykamy… ale tylko drzwi
Na koniec dnia butik zasypia, a ja? Absolutnie nie. Teraz czas na podsumowania, planowanie kolejnych dostaw, szukanie nowych marek.
A w domowym zaciszu mamowanie, odrabianie lekcji, herbatka, chwila z książką lub w absolutnym spadku formy - relaks przy odmóżdżającym filmie...
I oczywiście zastanawianie się: co jutro mogę zrobić lepiej?
I tak wygląda dzień… nieidealny, pełen pracy, ale mój
Za kulisami dzieje się znacznie więcej, niż widać przez okno wystawowe. Prowadzenie butiku to mieszanina kreatywności, logistyki, bieganiny, sztuki, ludzi i mody. To czasem chaos, czasem pośpiech, czasem euforia. Ale jedno wiem na pewno: nigdy nie zamieniłabym tego na nic innego. No może na spacery w promieniach zachodzącego słońca po sycylijskiej plaży, ale zapewne i na to przyjdzie czas.
AMB





Komentarze